Ludwik Krzywicki

Nic dziwnego, że taki program Młodej Polski został przez ogół zaakceptowany i że od wystąpienia Górskiego nie tylko ustabilizowała się nazwa okresu, ale i treści ideowe przez nią określane stały się bliższe. Nie znaczy to wcale, by wszystkie jego propozycje zostały przyjęte. Do wielu z nich polemiści będą jeszcze powracać, ale już po likwidacji krakowskiego „Życia” (rok 1900), w sporach, jakie wybuchały wokół pisma Miriama „Chimera” i kontynuowanej na jej łamach modernistycznej linii artystycznej – „sztuka dla sztuki”. Silny atak przeciw estetycznemu elitaryzmowi „Chimery” przypuścili krytycy lewicowi, wykazując jej aspołeczny charakter.

Wacław Nałkowski, niedawny modernistyczny buntownik solidaryzujący się nadal z wieloma założeniami modernizmu, ostro zwalczał jego szkodliwe wynaturzenia. W artykule „Chimera” wobec ewolucji („Głos” 1901) w sposób dość dosadny określał antydemokratyczny sens Miriamo- wego kultu twórczych indywiduów. Pisał o tym m.in.: „Wszelka zaś hodowla geniuszów przez kasty uprzywilejowane, hodowla laurowa prowadzi do pieczeniarstwa, do kalectwa duchowego, do spodlenia jest to hodowla owiec z krótkimi nogami, by nie przeskakiwały przez płot przywileju i jedynie dostarczały delikatnej wełny dla ogrzewania cielska chlebodawców”.

Ludwik Krzywicki natomiast ostro zaatakował tych artystów, którzy głośno wykrzykując hasło „sztuka dla sztuki”, wbrew jego istocie, nie dobro sztuki mieli na względzie, lecz osobiste niezbyt budujące cele. Pisał o tym, równie dosadnie jak poprzednik, w artykule O sztuce i nie- -sztuce („Prawda” 1889): „Esteci walczą o prawo napawania się pięknem dla siebie, niekiedy o swobodę dworowania Geldhabom [tj. ludziom bogatym], bo nieraz cała walka przeciw tak zwanej «tendencji» do tego się sprowadza, lub o przywilej, ażeby każde gdakanie kury brano za śpiew słowiczy”.

Leave a Reply

Kategorie Witryny